Rozmaitości

Szczęścia, zdrowia, pomyślności oraz... artykułu w „Wyborczej”.

Postępowe media ujawniły aferę na szczytach jastrzębskiego życia towarzyskiego. Tutejszy komendant policji, nie dość, że w cywilu to jeszcze po pracy, złożył życzenia urodzinowe posłowi. Ale to jeszcze nic. Gazeta przy okazji odkryła, że tego samego dnia urodziny świętował brat-bliźniak posła.

Nie jest tajemnicą, że „Gazeta Wyborcza” znalazła się na pierwszej linii frontu walki z PiS i dzielnie wywiązuje się ze swoich zadań bojowych. Nieraz strzela z armaty, a czasami - jak w Jastrzębiu-Zdroju - z kapiszonów. Gazeta, nie po raz pierwszy zresztą, wzięła na swój fachowy warsztat posła Grzegorza Matusiaka. Ujawniono, że jastrzębski parlamentarzysta obchodził urodziny. Rzecz działa się w jednej z jastrzębskich restauracji. Od godz. 11 do 17, kto chciał, mógł przyjść i złożyć Matusiakowi życzenia. Poseł zaprosił wiele osób, nie tylko z Jastrzębia-Zdroju, ale z całego regionu. W sumie przewinęło się kilkaset osób. Znajomi, samorządowcy, politycy, przedsiębiorcy, duchowni.

Uwagę gazety zwrócił jednak tylko jeden gość.

Po godz. 16, czyli po pracy, w cywilnym ubraniu pojawił się młodszy inspektor Krzysztof Herzyk, szef policji w Jastrzębiu-Zdroju. Ale to nie koniec, lecz dopiero początek afery. Okazało się, że urodziny, w tym samym miejscu i czasie, obchodził także Andrzej Matusiak, jastrzębski radny i brat-bliźniak posła. I tego już nie zniosła „Gazeta Wyborcza”.

- Problem w tym, że kierowana przez Herzyka komenda w Jastrzębiu-Zdroju prowadzi dwa postępowania w sprawie Andrzeja Matusiaka. Zawiadomienia dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa przez wiceszefa Rady Miasta złożył Gerard Weychert, prezes Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Jastrzębiu-Zdroju - alarmuje gazeta.

Autor zapewne wiedział, ale z sobie znanych powodów nie powiedział Czytelnikom o towarzysko-obyczajowym tle tej historii.

O śmieszno-strasznych sytuacjach w GSM często pisaliśmy na łamach naszej gazety. Przypomnijmy, że w 2015 roku, dyscyplinarnie został zwolniony Krzysztof Wrucha, długoletni pracownik i szef związków zawodowych w spółdzielni. Szybko wyszło na jaw, że władze GSM zamontowały podsłuchy, m.in. w pomieszczeniu, gdzie pracował. Okazało, że zwolnienia dokonano niezgodnie z przepisami, a sąd ukarał za to prezesa grzywną. Jedynym człowiekiem z władz spółdzielni, który stanął w obronie związkowca, był Andrzej Matusiak, ówczesny członek Rady Nadzorczej GSM. Oznaczało to pójście na wojnę z prezesem. Podporządkowani mu pozostali członkowie Rady Nadzorczej podjęli decyzję o wykluczeniu Matusiaka ze swojego grona. Sąd uznał, że było to niezgodne z prawem. Generalnie, obaj panowie nie pałają do siebie miłością. Nie ma tygodnia, aby na zaprzyjaźnionym portalu, ludzie prezesa nie zamieścili jakiegoś artykułu o Andrzeju Matusiaku. Wisienką na tym torcie są doniesienia do prokuratury, którymi musi zajmować się policja.

Autor tekstu nie dostrzega albo nie chce dostrzec, że nie chodzi tutaj o grubszą aferę, ale o towarzyski, jastrzębski folklor.

Szkoda, że gazeta nie poszła dalej i nie zasugerowała - w swoim duchu - wyjścia z tej sytuacji. A rozwiązanie jest proste. Andrzej Matusiak powinien zostać tymczasowo aresztowany, komendant oddelegowany do komisariatu wodnego w Augustowie, a prezesa GSM należy objąć programem ochrony świadków koronnych.

Niestety, w artykule w „Wyborczej” szwankuje elementarna logika. Gdyby komendant i radny chcieli załatwić jakiś ciemny interes, spotkaliby się w bardziej ustronnym miejscu. Z doświadczenia polityków poprzedniego układu rządzącego wiemy, że doskonale nadają się do tego cmentarze, stacje benzynowe i luksusowe knajpy z salami dla VIP-ów (pod warunkiem, że nie ma tam podsłuchów).

Artykuł opublikował też jastrzębski portal należący do syna prezydent Anny Hetman, która pała do Matusiaka odwzajemnioną niechęcią. Czego nie robi się dla mamy...

Jerzy Filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search