Sport

Udany początek hokeistów

W dobrym stylu zaczęli sezon 2016/2017 hokeiści JKH GKS Jastrzębie. W sześciu rozegranych do tej pory meczach jastrzębianie czterokrotnie opuszczali taflę, jako zwycięzcy.

Młodziutka drużyna Roberta Kalabera złożona głównie z wychowanków rozpoczęła sezon od trzech domowych potyczek. Na inaugurację Laszkiewicz i spółka dość łatwo uporali się z beniaminkiem, Stoczniowcem Gdańsk i wygrali 5:2. Dobry mecz rozegrał wtedy defensor, Jan Latal, który zdobył dwa gole i jedną asystę. Z pierwszego ekstraligowego gola w barwach JKH GKS Jastrzębie cieszył się również Dominik Jarosz. W drugim meczu poprzeczka powędrowała nieco wyżej, gdy na Jastor zawitała oparta na byłych zawodnikach z Sanoka ekipa KH GKS Katowice. Górnicze derby rozstrzygnęły się praktycznie w końcówce trzeciej odsłony, kiedy solowym rajdem popisał się Tomasz Kominek. Czech ładnym uderzeniem z bekhendu ustalił wynik meczu na 3:1. Równie ciężka przeprawa czekała jastrzębian trzy dni później, gdy JKH zmierzył się z SMS PZHL Sosnowiec. W starciu dwóch najmłodszych drużyn w lidze lepsi okazali się gospodarze, którzy po trafieniach Dominika Pasia, Kordiana Chorążyczewskiego i Tomasza Kominka zapisali na swoje konto kolejne trzy punkty za wygraną 3:0.

Po domowym maratonie jastrzębian czekał pierwszy wyjazd i jak się później okazało pierwsza porażka.

Podopieczni Roberta Kalabera nie mieli jednak łatwego zadania, bo udali się do Krakowa na mecz z mistrzem Polski. Mimo to drużyna z Leśnej, której średnia wieku nie przekracza 22 lat postawiła bardziej doświadczonym krakowianom bardzo trudne warunki. Wprawdzie JKH przegrywał już 0:4, ale młodzież wykazała się niezwykłym hartem ducha i walcząc do końca udało się zminimalizować rozmiary porażki. Ostatecznie Pasy zwyciężyły 4:2 i ciekawe jak skończyłby się ten pojedynek, gdyby sędziowie mogli sprawdzić okoliczności pierwszego trafienia dla gospodarzy, które według trenerów mogło wpaść już po czasie. Powrót na własne lodowisko nie był łatwy dla piątej drużyny z ubiegłego sezonu, bo do Jastrzębia przyjechał aktualny wicemistrz Polski, GKS Tychy. Jastrzębianie długo dotrzymywali kroku rutyniarzom z piwnego miasta, jednak do czasu. Szyki miejscowym pokrzyżowała koszmarna kontuzja utalentowanego Dominika Jarosza, który nie dokończył pierwszej odsłony. Po starciu z Kamilem Górnym napastnik JKH wpadł na bandę i uderzył w nią tak niefortunnie, że ze złamaną nogą trafił niemalże prosto na stół operacyjny. Nie wytrzymała kość strzałkowa, którą trzeba było zespolić za pomocą specjalnej płytki. Jeśli rekonwalescencja będzie przebiegała pomyślnie, Dominika Jarosza zobaczymy na tafli jeszcze w tym sezonie.

Kontuzja Jarosza to nie jedyne zmartwienie po spotkaniu z Tychami.

O ile w Jastrzębiu byli przygotowani na porażki z wyżej notowanymi rywalami, o tyle na przegraną w takim wymiarze raczej nie. Wicemistrz podkręcił tempo w drugiej tercji i po niespełna dziesięciu minutach prowadził już 5:0, by wygrać ostatecznie 9:2. Na pocieszenie jastrzębskim kibicom zostały ładnej urody trafienia Tomasza Kulasa i Kamila Wróbla. Pierwszy przymierzył z dystansu i trafił od poprzeczki, natomiast drugi zakręcił tyską defensywą i strzałem z nadgarstka pokonał Kamila Kosowskiego.

Całe szczęście, że po tak wysokiej porażce trener Robert Kalaber wiedział, jak wpłynąć na swój zespół.

Dwa dni po wspomnianym meczu z Tychami jastrzębscy hokeiści udali się do Nowego Targu. Skazywani na porażkę goście przegrywali od 27. minuty po bramce Jarkko Hattunena, ale kwadrans przed końcem meczu zdołali doprowadzić do dogrywki. Strzał Marka Charvata poprawił bowiem Kamil Wróbel i jastrzębianie pierwszy raz w sezonie sprawdzili nowe przepisy dotyczące dodatkowego czasu gry. Od tego sezonu Polskiej Hokej Ligi w dogrywce drużyny wystawiają po trzech zawodników z pola, a nie jak było do tej pory, czterech. Spora ilość miejsca na tafli spodobała się ekipie z Leśnej, która otworzyła dogrywkę okazjami Jakuba Gimińskiego i Jakuba Peslara. Chwilę później „krążek meczowy” mieli nowotarżanie, gdy po faulu Dariusz Gruszka wykonywał rzut karny, ale ten nie zdołał pokonać świetnie dysponowanego Tomasza Fuczika. To zemściło się na Szarotkach chwilę później, gdy za bramkę Podhala wjechał Dominik Paś, który niczym stary wyjadacz wystawił gumę Leszkowi Laszkiewiczowi. Profesor mierzonym strzałem po lodzie zapewnił dwa punkty swoje drużynie, która po sześciu meczach z dorobkiem 11 punktów plasuje się na siódmym miejscu w tabeli. W tej panuje niebywały ścisk. Liderujące Tychy mają raptem cztery oczka przewagi nad JKH GKS Jastrzębie.

Mariusz Wójcik

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search