Informacje

Kosztowna samowolka

O budynku przy ul. Północnej 14 ostatnio było cicho, ale wkrótce znów zrobi się głośno. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach nakazał Górniczej Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego rozebrać nadbudowaną część bloku. Ale to jest tylko jeden z problemów. Zwrotu kilkunastu milionów złotych domaga się Jerzy Godlewski. Jedyny lokator „nadbudówki” uważa, że GSBM świadomie i za jego pieniądze dopuściła się budowlanej „samowolki”. Spółdzielnia skierowała do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie wniosek o kasację niekorzystnego dla siebie wyroku. To ostatnia deska ratunku. Cały proces toczy się wokół ustalenia, kto jest inwestorem nadbudowy. Sąd i Śląski Wojewódzki Inspektorat Budowlany nie mają wątpliwości, że jest nim spółdzielnia.

Zwieńczenie bloku przy ul. Północnej 14 różnie się kojarzy. Jednym przypomina statek szturmowy Imperium z „Gwiezdnych Wojen”. Inni nie mają pomysłu z czym porównać nadbudowę, bo drugiego takiego obiektu nie ma w całym kraju. Kilka lat temu, za sprawą programu „Szkło kontaktowe” w telewizji TVN, o bloku przy ul. Północnej zrobiło się głośno we wszystkich ogólnopolskich mediach. Im większa gazeta, tym ciekawszy tytuł: „Najbrzydszy budynek w Polsce”, „Betonowe monstrum”, „Tajemnicza rezydencja na dachu”. Pojawiły się także głosy pochwalne, za odwagę i łamanie architektonicznych konwencji. W krajach zachodnich penthausy na dachach budynków nie są niczym nadzwyczajnym. W Polsce nie ma takiej mody. Kto ma pieniądze, ten stawia rezydencję na przedmieściach albo kupuje apartament w centrum Warszawy. Pod tym względem, Jastrzębie-Zdrój przetarło szlak.

Od wewnątrz „tajemnicza rezydencja” nie jest brzydka ani monstrualna.

Przede wszystkim jest wielka. W normalnych warunkach powstałyby tutaj dwa piętra z kilkunastoma mieszkaniami. Przestrzeń podzielono na kilka poziomów. Niektóre z nich przypominają oranżerie, z bogatą kolekcją roślin z różnych stref klimatycznych. Część podłogi stanowi gruba, szklana płyta, która miała być zamknięciem wielkiego akwarium. Ciekawie wygląda też strefa zewnętrzna, zbudowana z kilku tarasów. Gęsto tu od drzew i krzewów, które dobrze przyjęły się na dachu jastrzębskiego bloku. Zwieńczeniem budowli są schody… do nieba. Niedokończona, żelazno-betonowa konstrukcja straszy, choć docelowo miał tutaj powstać basen o powierzchni 90 metrów kwadratowych. Ale o pływaniu można zapomnieć. W 2010 roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał nakaz natychmiastowego wstrzymania prac budowlanych. Robotnicy odeszli. Do gry wkroczyli prawnicy i po siedmiu latach zmagań powoli zmierzają do finału.

Jedynym lokatorem nadbudowy jest Jerzy Godlewski.

Po wpisaniu tego nazwiska do wyszukiwarek internetowych, wyskakuje sporo odnośników, ale niewiele z nich dotyczy feralnego budynku. Jerzy Godlewski jest znanym detektywem. Pracuje w zespole wyjaśniającym zabójstwo generała Papały. Reprezentował rodzinę Olewników w głośnej sprawie porwania i zamordowania ich syna. Swoje biuro ma w Hamburgu. Wśród jego klientów są także niemieckie firmy, policja i tamtejszy rząd. Godlewski pracuje przy zabójstwach, porwaniach, finansowych przekrętach, ale - jak sam przyznaje - jeszcze nigdy nie spotkał się z tak pogmatwaną i absurdalną sprawą, jak budowlana samowolka przy ul. Północnej 14.

W pierwszej połowie lat 90. pochodzący z Jastrzębia-Zdroju detektyw postanowił rozkręcić interes w rodzinnym mieście. Miał sporo zawodowego doświadczenia i międzynarodowe kontakty. Planował otworzenie, m.in. izby celnej. Szukając miejsca pod siedzibę trafił do Górniczej Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego z Wodzisławia, która zarządzała także budynkami w Jastrzębiu-Zdroju. W bloku przy ul. Północnej 14 pomieszczenia na drugim i trzecim piętrze przeznaczono pod działalności usługową.

Z tej transakcji nic nie wyszło, ale Zbigniew Durczok, ówczesny prezes GSBM zaproponował Godlewskiemu, aby… dobudował sobie biura na dachu.

Technicznie nie stwarzało to problemu. W latach 80. wylano tutaj solidne fundamenty pod fabrykę włókienniczą. Zakład nie powstał, a teren kupiła spółdzielnia mieszkaniowa, aby zbudować dziesięciopiętrowy blok. Pieniędzy starczyło tylko na pięć pięter. Pomysł spodobał się Jerzemu Godlewskiemu. W przeszłości zajmował się także tworzeniem oryginalnych projektów architektonicznych dla Szwajcarów. Postanowił, że w rodzinnym mieście zbuduje pierwszy w Polsce penthause na dachu. Umowa zawarta w 1994 roku między spółdzielnią a detektywem była prosta. Jerzy Godlewski daje projekt i pieniądze, a GSBM bierze na siebie rolę inwestora odpowiadającego za całą resztę, czyli załatwianie spraw w urzędach i formalne prowadzenie budowy. W 20 lat później taki podział obowiązków potwierdził swoim wyrokiem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach. To kluczowy moment tej historii. Spółdzielnia chce, aby Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie skasował wyrok, ponieważ - jej zdaniem - inwestorem jest Jerzy Godlewski. O tym, że jest odwrotnie, przekonuje nie tylko gliwicki sąd, ale także Śląski Wojewódzki Inspektor Budowlany.

Jerzego Godlewskiego nie ma w księgach wieczystych, ani dokumentacji budowlanej. Dla organów administracji publicznej nigdy nie był partnerem, ponieważ nie miał wpływu na stan prawny inwestycji przy ul. Północnej 14.

A działy się tam różne cuda.

W 2000 roku na skutek deszczu zamokła dokumentacja projektowa. Jerzy Godlewski chciał ją skopiować z egzemplarzy, które powinny znajdować się w siedzibie spółdzielni albo Urzędzie Miasta. Okazało się, że dokumenty… zniknęły. Godlewski za własne pieniądze odtworzył dokumentację, ale wstrzymało to roboty na kilka miesięcy. Ten problem powtórzył się w 2006 roku. Uzupełniona dokumentacja projektowa nie dotarła - choć powinna - do Wydziału Architektury Urzędu Miasta oraz PINB. Ostatecznie, w 2010 roku wydano nakaz o wstrzymaniu budowy. Kontrola wykazała odstępstwa od projektu budowlanego. Równolegle rozpoczęto postępowanie administracyjne w sprawie nieodpowiedniego stanu technicznego budynku. Inspektorzy mieli zastrzeżenia do przewodów kominowych. Jakby tego było mało, okazało się, że nadbudowa jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, uchwalonym przez Radę Miasta w 2007 roku. Sprawy zaszły już tak daleko, że nie ma mowy o dokończeniu tej inwestycji.

W 2014 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach wydał wyrok na niekorzyść GSBM.

Spółdzielnia musi naprawić przewody kominowe i wentylacyjne oraz rozebrać część nadbudowy. Ostatnią instancją odwoławczą jest Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. Jeżeli NSA utrzyma dotychczasowy wyrok w mocy, Jerzy Godlewski będzie miał ułatwione zadanie w walce o odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. Chce 12 mln zł oraz odszkodowanie za zerwane umowy z zagranicznymi partnerami, którzy przy Północnej 14 planowali otworzyć biura. Niezależnie od tego detektyw zamierza oskarżyć kilka osób z zarządu spółdzielni. Nie chce jednak, aby sprawy trafiły przed jastrzębski wymiar sprawiedliwości. Dlaczego? To już temat na osobny artykuł…

Jerzy Filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search