Informacje

To nie może trwać wiecznie

Rozmowa z Anną Gnaś, członkiem Rady Nadzorczej GSM, autorką facebookowego profilu „GSM NASZA Spółdzielnia”.

 

- Co się dzieje w GSM?

- Źle się dzieje. Członkowie Rady Nadzorczej nie mają statutowych praw. Odmawia się nam dostępu do dokumentów…

- Jakie dokumenty chciała Pani przejrzeć?

- Jest ich wiele. Na przykład umowy dotyczące, m.in. termomodernizacji, montażu instalacji przeciwpożarowych, współpracy z portalem Jasnet, który za duże pieniądze publikuje materiały propagandowe dotyczące GSM…

- Propagandowe czy promocyjne?

- Ze względu na ataki personalne na przeciwników prezesa oraz agresywny ton komentarzy publikacje te trudno nazwać klasyczną promocją. Podczas jednego z posiedzeń Rady Nadzorczej chciałam się dowiedzieć, ile płacą za to mieszkańcy GSM. Niestety, prezes Gerard Weychert dosłownie wyrwał mi dokumenty z ręki i postraszył sądem za próbę upublicznienia umowy. Zresztą, zastraszanie to najczęściej stosowany „argument” w dyskusjach z niepokornymi członkami Rady Nadzorczej.

- Czym was straszą?

- Sądami i… Andrzejem Matusiakiem.

- Żartuje Pani?!

- Mówię poważnie choć wiem, że brzmi to śmiesznie. Kiedy zaczęłam pracę w Radzie Nadzorczej nie wiedziałam, że jest jakiś konflikt między Andrzejem Matusiakiem i prezesem GSM. Zresztą, co mnie to obchodzi? Do startowania w wyborach namówili mnie znajomi, a do Rady dostałam się dzięki głosom mieszkańców. Jest to niebezpieczne, nierozsądne i nieracjonalne, aby całą działalność spółdzielni podporządkować personalnym wojenkom prezesa, za którą płacą mieszkańcy.

- Na założonym przez Panią facebookowym profilu „GSM NASZA Spółdzielnia” można przeczytać, że zewnętrzny prawnik, zatrudniony przez GSM, zarobił w pół roku prawie 75 tys. zł. To prawdziwa informacja?

- Prawdziwa, choć zapewne też miała być poufna. Kiedy analizowaliśmy półroczne sprawozdanie finansowe spółdzielni zainteresowała mnie duża kwota zapisana pod hasłem „inne usługi ”. Okazało się, że kryją się pod tym usługi prawne.

- Przecież w GSM pracuje dwóch etatowych prawników.

- Powiedziano nam, że spółdzielnia musi korzystać z usług zewnętrznych prawników, ponieważ jest dużo spraw sądowych. A przecież nie jest tajemnicą, że większość tych spraw dotyczy procesów prezesa. Płacą za to mieszkańcy.

- Ofiarą tych wojenek padł Andrzej Kinasiewicz, który głosami „ludzi prezesa” został zawieszony w prawach członka Rady Nadzorczej.

- Był to dla mnie niezrozumiały i absurdalny krok. Prezes i jego większość w Radzie Nadzorczej pozbyli się człowieka kompetentnego, inteligentnego, merytorycznie przygotowanego do pełnienia swojej funkcji i przede wszystkim oddanego Jastrzębiu-Zdrój i swojej pasji, jaką jest honorowe krwiodawstwo. Mieszkańcom nie trzeba przedstawiać Andrzeja Kinasiewicza. Sam fakt wykluczenia ze swojego grona takiej osoby daje najlepsze świadectwo o ludziach, którzy rządzą GSM.

- Czym się skończy to zamieszanie?

- Nie wiem, czym się skończy, ale jednego jestem pewna, że nie może trwać to wiecznie. Kluczem do rozwiązania tej sytuacji są mieszkańcy. To oni wybierają członków Rady Nadzorczej, która mianuje prezesa. Mieszkańcy, jeżeli chcą zmian, muszą po prostu pójść na walne zgromadzenie członków i podjąć właściwą decyzję.

Rozmawiał: Jerzy Filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search