Moim zdaniem

Wydarzeniem polityczno-towarzyskim końcówki długiego weekendu był „marsz wolności” w Warszawie

Wydarzeniem polityczno-towarzyskim końcówki długiego weekendu był „marsz wolności” w Warszawie. Jastrzębiem-Zdrój rządzi Platforma Obywatelska, więc siłą rzeczy do stolicy musiała pojechać delegacja z najwyższych szczebli magistrackiej władzy. Swój chrzest bojowy na ogólnopolskim partyjnym spędzie przeżył Roman Foksowicz w nowej roli wiceprezydenta.

Z relacji zamieszczonej na jego profilu facebookowym wynika, że Jastrzębie-Zdrój dobrze się spisało. Był autobus, roześmiane twarze, baloniki i „selfiki” pod Pałacem Kultury i Nauki. Te ostatnie zapewne jako dowód, że ekipa faktycznie była w Warszawie i nie zbłądziła nad Zalew Zegrzyński. Marsze i protesty są w modzie, dlatego też protestuję przeciwko organizowaniu protestów tylko w stolicy. Warszawiacy-cwaniacy są lepsi, niż my? Do marszów protestacyjnych idealnie nadaje się Jastrzębie-Zdrój. Ulice są szerokie i nie ma zdradliwych zaułków, z których mogliby wyskoczyć faszyści, narodowcy albo inni antyeuropejscy prowokatorzy. Mam nawet pomysł na trasę takiego marszu. Idealnie nadaje się do tego ul. Mazowiecka. Samochody nie zapuszczają się w te okolice, bo kierowcy nie chcą zerwać podwozia na wybojach. Uczestnicy marszu mogliby połączyć przyjemne z pożytecznym. Chodzi mi o sposób utwardzania ulic znany już z czasów rzymskich. Ówcześni niewolnicy ubierali na nogi twarde chodaki i tupali w miejscu albo maszerowali drobnymi krokami. W niektórych sklepach sportowych można kupić drewniaki basenowe. Są lekkie, ale mają twardą podeszwę. Idealne pod marsz remontowo-protestacyjny.

filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search