Moim zdaniem

Z tej racji, że wydajemy kilka gazet, przyglądamy się pracy wielu rad miejskich.

Z tej racji, że wydajemy kilka gazet, przyglądamy się pracy wielu rad miejskich. I proszę mi wierzyć, że jastrzębianie mogą być dumni ze swoich rajców. W jednym z miast obrady są tak nudne, że zasypiam po kwadransie transmisji. W innym sesja trwa tak krótko, że nawet nie zdążę zrobić sobie herbaty, a tu już koniec. Natomiast w Jastrzębiu sesje są długie i ciekawe.

Nawet jeżeli napięcie czasami siada, zawsze znajdzie ktoś, kto jak superbohater w amerykańskim filmie, nada akcji tempo i wprowadzi trochę humoru. Tak było podczas lutowej sesji. Po kilku godzinach obrad, kiedy zmęczenie zaczęło dawać się we znaki niestrudzonym radnym i śledzącym ich zmagania widzom, na scenę, to znaczy na mównicę, weszła radna Alina Chojecka z PO. Zaczęła standardowo, czyli nawrzucała Andrzejowi Matusiakowi z PiS, ale zrobiła to w sposób nietypowy, jakby żywcem wyjęty z obrad polskiego Sejmu. Wytknęła bowiem Matusiakowi, że nieładnie siedzi za stołem prezydialnym. Poszliśmy śladem tej afery i przejrzeliśmy na szybkim podglądzie kilka ostatnich sesji. Powiem tak: sposób siedzenia wiceprzewodniczącego mieści się w średniej krajowej. Oczywiście, nie prezentuje się tak szykownie, jak „korpoludek” podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Z drugiej strony, nie wisi ani nie spada z krzesła. O co więc chodzi? Przeprowadziliśmy szybką, freudowską analizę sytuacji. Być może nie chodzi o to, jak Andrzej Matusiak siedzi, ale gdzie siedzi i dlaczego nie siedzi tam, gdzie chciałaby go posadzić radna Chojecka.

filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search